PSYCHOLOGICZNE I SPOŁECZNE PODEJŚCIE DO SPORTU

Ten artykuł może zawierać wiele niewygodnych pytań. Szczerze liczę, że będzie dla Ciebie odkrywczy i zdeterminuje do przemyśleń. No właśnie, apropos determinacji. Czy potrafiłbyś rozróżnić motywację od determinacji? Nie musisz podawać książkowych regułek, ale już na wstępie zastanów się, czy potrafił/abyś nazwać tę różnicę.

Oho, jak widzisz – będzie niełatwo, ale obiecuję, że dość odkrywczo.

MOTYWACJA WEWNĘTRZNA I ZEWNĘTRZNA

Pewnie poczuliście się lekko skonfundowani (skonsternowani) pierwszym akapitem, a bardziej niż pewien jestem, że nie zatrzymaliście się ani na chwilę na przemyślenia, argumentując sobie w głowie “no przecież wiem”. Ja wiem, że wiesz.

Motywacja ma dwa charaktery: wewnętrzny i zewnętrzny. Ten zewnętrzny to bodziec, który uruchamia w Tobie proces tworzenia celu, np: “Założę się, że nie zbiegniesz tyłem po tych schodach”. A wewnętrzny jest wtedy, gdy faktycznie spróbujesz i Ci się nie uda, ale uznasz za Zenit Swoich ambicji, by jednak to zrobić. Pomijając fakt głupoty tego przykładu – tak to mniej więcej działa.
Gdy motywacja już w Tobie jest, a osiągnięcie celu popycha Cię do realizowania zadań by go osiągnąć – nazywamy to wtedy determinacją. Czyli jeśli któregoś dnia, gdy uznasz, że spodnie które zawsze nosisz stają się dziwnie skurczone i ciężko przepchnąć je przez łydki i dajesz sobie za cel by z powrotem wrócić do stanu, w których mogłeś je z komfortem nosic, mamy wtedy przykład motywacji wewnętrznej, która prawdopodobnie uruchomi proces determinacji – zaczniesz ćwiczyć i lepiej się odżywiać.

Gdyby żona powiedziała Ci, że jesteś gruby, a Ty chciałbyś jej udowodnić, że się myli i uruchomiłbyś proces odchudzania – mówilibyśmy o motywacji zewnętrznej oraz oczywiście determinacji.

DETERMINACJA.

Motywacja nigdy nie uruchomi cyklu zdarzeń determinacji, jeśli nie będzie celu. My, ludzie, musimy mieć cele – mamy to w genach. Celem jest pójść do sklepu gdy jesteś głodny (głód), poderwać dziewczynę, gdy jesteś napalony (podnieta), przeczytać książkę, gdy jesteś spragniony wiedzy (ciekawość) czy zakręcić kran gdy myjesz zęby (oszczędność).
Gdyby się tak dobrze zastanowić, to nawet napisanie tego artykułu jest celem.
Piszę go bo mam potrzebę dzielenia się przemyśleniami, licząc, że Wam to w jakiś sposób zaimponuje. (potrzeba poważania)
Niezależnie, czy pierwotna motywacja jest zewnętrzna czy wewnętrzna, cel musi być wystarczająco wymagający, aby popychał Cię do działania. Jeśli z jakiegoś powodu przestajesz działać, cel był zbyt prosty lub… zbyt odległy. Motywacja wewnętrzna okazała się zbyt niska.

W sporcie to szalenie ważny czynnik. Niektórzy z nas mają znacząco przeważające tzw. cechy “czerwone”, a więc są z natury bardzo ambitni i rywalizujący. Inni – kompletnie nie. Warto określić swój poziom “życiowego zadzioru” by odpowiednio dobierać cele do swoich cech charakteru (Piszę tu między innymi o analizie metodą Junga). Jeśli jesteś “sportowcem” – wystarczy Ci walczyć ze samym sobą. Kiedy jednak chęć bycia liderem nie działa na Ciebie magnetycznie, ustalony cel sportowy powinien przekraczać Twoje (fizyczne lub psychiczne) możliwości na dzień startu przygotowań.

Być może jesteś na takim poziomie sportowym, że dochodzisz do wniosku, że “w zasadzie wszystko” mógłbym dziś ukończyć. Wtedy mogą pojawić się kryzysy psychologiczne wynikające z niedowartościowania swojej ambicji sportowej. Warto skonsultować to z kimś kompetentnym, który pokieruje na właściwe tory – w zgodzie z samym sobą i ponowną inspiracją do działania. To bardzo trudny okres dla sportowca, w tym także amatorów.

 

AUTORYTET I AMATOR

Kim się inspirujesz? Kto jest dla Ciebie guru? A tak właściwie… dlaczego?
Czy inspirując się daną osobą, chcesz być jak ona? Co Cię w niej “pociąga”, że ufasz jego motywacji?

Autorytet to fundamentalna wartość w utrzymaniu motywacji wewnętrznej. Dzisiejsze media z jednej strony działają in plus, bo pozwalają na bardzo bliski kontakt, ze swoimi autorytetami. Z drugiej zaś strony (jak to zawsze w historii było), rzeczywistość mediów jest bardzo przekoloryzowana, a my – jak to mówi klasyk – łykamy wszystko jak pelikany.

Przeglądamy strony sportowców, na których publikowane są tylko te treści, które ktoś chce abyśmy widzieli.
Moim zdaniem społeczeństwo, a więc wszyscy my, dąży do gloryfikacji zbyt wyidealizowanych przykładów, w czasie gdy najwięcej wzorców do naśladowania jest na własnym podwórku – tylko trzeba je dostrzec. Z drugiej strony czasami taka ślepa motywacja działa na nas produktywnie – poprzez wewnętrzną zazdrość robimy dużo więcej, niż chciałoby nam się zrobić bez tej zewnętrznej motywacji. Klik, wrrr…. jak to pisał Cialdini.

AMBICJA I SWOJE JA.

Amator to bardzo skomplikowany człowiek. Niemalże każdy zakręcony sportowo freak to osoba, która w pewnym momencie przekracza bardzo cięką granicę pomiędzy treningiem, a ucieczką. Niektórzy nigdy tego nie zauważają. Sport w ilości kilkunastu godzin w tygodniu przy obciążeniu pracą i rodziną staje się bardzo dużym obciążeniem. Można wiele podczepić pod arguemnt o “ucieczce przed stresem w pracy”, ale jakby się tak dobrze zastanowić to… może w pracy cele są źle poukładane, a to determinuje brak motywacji, co z kolei uruchamia negatywny ciąg wydarzeń, który nawarstwia stres?

Żeby było dobrze w sporcie, musi być dobrze w głowie.
A żeby było dobrze w głowie, musi być dobrze w domu i w pracy.
Jeśli nie idzie w sporcie – patrz wers wyżej.

Żeby zrozumieć istotę porządku w głowie, która przekłada się na: dom, pracę i sport, warto zastanowić się nad ludźmi, którymi się otaczasz. Tym razem jednak nie mówię o autortytecie, a o Twoich głównych rywalach – przecież musisz ich mieć skoro jesteś sportowcem.
Ambicja to silna motywacja wewnętrzna, która popycha determinację. W tym miejscu warto zastanowić się i dobrze zweryfikować, czy wybrane narzędzia i metody użyte do osiągniecia celu są zgodne z Twoim ja. Czasem tak bardzo chcemy być tacy jak inni, że nie potrafimy odpowiedzieć, jacy jesteśmy my sami.

A GDYBY TAK…

Zlewa się w tej myśli jedna bardzo istotna porada, którą zalecam wszystkim spotkanym mi osobom: Idź do psychologa, nawet (a nawet tym bardziej) gdy nie czujesz takiej potrzeby.*
Opowiedz subiektywnie komuś o sobie, otwórz się na rozmowę i pozwól na usłyszeć obiektywną ocenę.

* Tu mała dygresja dla osób religijnych. Spowiedź to (moim zdaniem oczywiście) niewystarczające narzędzie, by osiągnąć cel zweryfikowania samego siebie. Wiara to silna motywacja zewnętrzna ugruntowująca system motywacji wewnętrznej.

Każdy z Was w głębi siebie właśnie usłyszał samego siebie, mówiącego “No, w sumie, może bym się przeszedł”. Mam do Ciebie pytanie, jako podsumowanie tego artykułu:

Co musiałoby się stać, aby uruchomić wewnętrzną motywację, która zdeterminuje Cię do tego kroku?

Może parner/ka?
Może jakiś termin?
Kontkat z osobą, która poleci dobrego specjalistę?

Jak wysoki jest jeszcze Twój poziom motywacji wewnętrznej, by to zrobić?
Upadł? Jak zatem to zmienić?

Zaufaj mi, idź.

ZDROWY ROZSĄDEK I CZEŚĆ.

Do życia, pracy i sportu podchodź ambitnie, ochoczo, z motywacją i pozytywnym nastawieniem. Nie jest naturalnym być zawsze najlepszą wersją siebie, albo warto wracać do punktu wyjścia, by wiedzieć skąd się ruszyło i dokąd się zmierza.

Co jest Twoim celem?

Radosław Kozal
Przepis na trening

Artykuł inspirowany książką “Determinacja. Z prądem i pod prąd.” autorstwa Jacka Santorskiego i Jakub B. Bączek

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *