Skąd wziąć czas na trening? Artykuł o żonach i rowerach.

Tytuł skusił? To dobrze, miał kusić. Zanim jednak nazwiesz mnie szowinistą, pozwól, że sprostuję – to nie będzie tekst o żonach. Nie tylko. Żonę także można zamienić słowem “mąż”. (ale by się już tak nie klikało…)
Jeden z czytelników poprosił mnie o ten artykuł. I nie, nie chodzi o to bym naprostował jego żonę ani małżeństwo. Zapytał mnie: “jak i skąd brać czas na trening mając na głowie pracę i rodzinę? Jak Ci się to udaje?”. Mniej więcej tak brzmiało pytanie.
Otóż moi drodzy, nie odpowiem Wam wprost – bo nie wiem. Głównie dlatego, że kolarstwo jest moją pracą i czasem nie mam wyboru – muszę iść na trening. Mam natomiast kilkuletnie doświadczenie w pracy z zawodnikami. A moi zawodnicy to mężowie i żony, synowie i córki, więc stoję często pośrodku problemu stając się je rozwiązywać, a czasem – staram się bym sam nie był problemem danej rodziny.
Artykuł podzielę na kilka rozdziałów, a w zasadzie scenariuszy. Ten zabieg może pomóc Ci odnaleźć siebie i swoją sytuację życiową, a to powinno pomóc poszukać rozwiązanie problemu w dalszej części tekstu.

Ten na środku to ja, jakby coś. A to moja przyszywana rodzina – część moich podopiecznych.

SCENARIUSZ #1 – sytuacja idealna – singiel/ka.

Jeśli jesteś singlem lub singielką i nie masz czasu na trening to sory, ale musisz naprawdę beznadziejnie zarządzać czasem. W oczach matek i ojców z kolejnych rozdziałów masz jakieś 5h doby więcej niż oni. Ale spoko, rozumiem Cię. Im człowiek ma mniej na głowie, tym gorzej gospodaruje czasem – to normalne. Wyznacz sobie cel, który Cię zmotywuje i przestań marnować czas. Proszę.

SCENARIUSZ #2 – sytuacja idealna – on jeździ, ona jeździ – ona go wspiera.

Są naprawdę takie związki i małżeństwa, w których taka symbioza występuje i nie jest warunkowa. Jestem w takim związku. Moja żona pasjonuje się kolarstwem, rozumie jego potrzeby i wyrzeczenia, i mnie w tym wspiera. Zgadza się na wyjazdy po to, bym choćby miał wenę i motywację do pisania tego artykułu – wie, że jest mi to potrzebne do życia równie bardzo jak ona sama.
Taka bezwarunkowa miłość i oddanie niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwa dla związków, przed którymi chciałbym przestrzec. To nigdy nie może działać w jedną stronę. I nawet jeśli sprawiedliwie nie zanczy równo, należy “nagradzać” swoich partnerów (tutaj raczej w rozumieniu partnerki). Nawet jeśli twierdzą, że tego nie potrzebują. Każdy potrzebuje, choć nie zawsze o tym wie.
Łatwo jest zatracić granicę pomiędzy tym co trzeba, a tym co można. Czujność i obiektywizm – w przypadku tego typu związków – jest bezcenna.

SCENARIUSZ #3 – sytuacja na pniu – on jeździ, ona marudzi.

Jeśli zrozumiałeś mój przekaz ze wcześniejszego scenariusza, to prawdopodobnie wiesz już, gdzie szukać swoich szans. Kolarstwo jest w swojej filizofii dość specyficzne i tzw “cyklozę” zrozumieją tylko Ci, którzy w nią wpadną. Patrząc chłodnym wzrokiem, w każdej wolnej chwili uciekasz na TEN rower, gdy dookoła Ciebie tyle obowiązków, z którymi sobie nie radzisz. Czy to aby na pewno w porządku?

SCENARIUSZ #4 – po sprawie – on jeździ, ona go nienawidzi.

Istnieje ryzyko, że ilość wyjazdów na treningi i starty zostały przeciągnięte już przez tyle granic, że Twoja pasja stała się obiektem wewnętrznej nienawiści Twojego partnera lub partnerki. Wtedy najgorzej.

Pamiętam, że czytałem kiedyś komentarze pod jednym z postów na facebooku o uzaleznieniu od sportu (kolarstwa) i wywody rozwodników, którzy dzieli się swoimi historiami o rozpadach związków przez rowery. Być może, ktoś kto to czyta, mógłby dopowiedzieć coś od siebie. Zachęcam Was, jeśli Twoja sytuacja rodzinna jest naprawdę bardzo napięta, do wizyty u psychologa i tutaj zacząłbym od samego siebie – jako potencjalnego źródła problemu. To trochę głupie, by niszczyć sobie życie przez kilka spawów aluminium (lub karbonu) na kółkach.

WRACAJĄC DO TEMATU… SKĄD ZNALEŹĆ CZAS NA TRENING?

Zakładając, że jedynym Twoim zmartwieniem nie jest oporność rodziny, a po prostu brak czasu, istnieje szansa, że czas na trening się znajdzie. Będzie to trudne, ale nie niemożliwe.
Zacznijmy od pytania: Co chcesz osiągnąć? I ile możesz temu poświęcić? Co Cię ogranicza?
Patrząc przez pryzmat swoich zawodników, a zwłaszcza tych, którzy odeszli ze względu na brak możliwości wykonywania treningów, największymi ograniczeniami są:

A) tryb pracy: np. 2 dni pracy, 1 dzień odpoczynku – taki tryb życia i pracy często wyklucza z efektywnych treningów. Przeciążenie organizmu jest bardzo duże, ciężko przewidzieć dyspozycję i samopoczucie, zaplanować sen itd. Nie twierdzę, że trenowanie jest wtedy niemożliwe, ale na pewno bardzo “specyficzne”.
B) tryb 3-zmianowy – bardzo podobna sytuacja. Nie możesz oczekiwać od siebie realizaji planu na poziomie sportowym, a na pewno pro-sprotowym. Jeśli pracujesz w takim trybie, najważniejsze to ułożyć sobie w głowie wizję sportu na poziomie fitnessowo-rekreacyjnym. Chyba, że masz naprawdę silną psychikę i mało bodźców zewnętrznych poza pracą – wtedy jest szansa, zwłaszcza dla “ścisłowców” i ludzi poukładanych, żyjących na rygorystycznych zasadach.
Ważne: Generalnie, nie oszukumy się, jeśli chcesz trenować kolarstwo, musisz być typem lubiącym rygor. Zasady, porządek, cyfry – to ulubione atrybuty ludzi sukcesu tej dyscypliny (mowa o amatorach, którzy dochodzą do wyników ciężką pracą). Wielu wielkich autorów książek psychologicznych pisze i mówi o tym, że najważniejszy jest porządek, choćby ten na biurku gdy pracujesz. Bez porządku nie ma efektywności. Dokładnie to samo musi być w Twoim życiu. Im mniej problemów dookoła Ciebie, tym lepsza jakość życia, tym więcej czasu dla siebie.
C) Delegacje i rodzina: po części mocne nawiązanie do scenariusza #3. Ciągłe wyjazdy, a do tego ciągłe “ucieczki” przed obowiązkami domowymi zawsze prowadzą do frustracji i problemów. Istnieje duże ryzyko, że w perspektywie czasu przyjdzie kryzys prędzej czy później.

TO KIEDY TRENOWAĆ W TAKIM RAZIE?

Moi zawodnicy, którzy posiadają rodzinę i odpowiedzialne stanowiska trenują zwykle bardzo wcześnie rano, w środku dnia (gdy wszyscy są w szkole i pracy) lub późno wieczorami. Największą motywacją, którą stosujemy są sportowe cele i wyzwania. Zoptymalizowanie czasu treningu (np max 45min) to także bardzo ważny aspekt.

Osobiście, gdy zdarza mi się robić własne treningi też zazwyczaj wstaję o 5:30-6 i jadę na trening lub robię coś w środku dnia, ale jak wspomniałem na początku – w moim przypadku panują zupełnie inne zasady.

Zakończę banałem, który lubię powtarzać: wszystko jest kwestią tego, że musi Ci się chcieć*
*i musisz mieć jasno wytyczony cel

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *