To co, wracamy? Artykuł dla instruktorów. Obecnych i przyszłych.

Jesienny chłód i szybki zmrok. Zapach mielonej kawy i bit z głośników. Hałas stukających butów SPD pod recepcją klubu. Niecierpliwi klienci w kolejce pod salą.
Każdy instruktor rowerowy zna tę kolej rzeczy. Wszystko wskazuje na to, że sezon #indoorcycling is comming!
Mam nadzieję, że zadbaliście o higienę swojej pracy i pozwoliliście sobie na minimum 2 tygodnie przerwy od zajęć by pełni instruktorskiej werwy i świeżości wrócić do swoich obowiązków. No właśnie – obowiązków. Zróbmy szybką check-listę rzeczy, za które odpowiedzialny jest instruktor zajęć rowerowych.

1) przygotowanie koncepcji zajęć
2) przygotowanie muzyki zgodną z koncepcją zajęć
3) dbałość o czystość sprzętu: strój, buty, pulsometr
4) obsługa klienta
Weźmy pod lupę wszystkie cztery punkty by upewnić się, że podchodzimy do swoich obowiązków profesjonalnie.

CEL, TECHNIKA, MUZYKA. Nie inaczej.

Zacznijmy od końca – punkt 4 – obsługa klienta.
Jesień to często czas powrotów klientów do sali, ale przede wszystkim debiutów nowych uczestników. Niepisaną zasadą nowego uczestnika zajęć jest wejście do sali na ostatnią chwilę i zajęcie najdalszego, zacienionego roweru w kącie sali. Często towarzyszy temu skradanie na palcach i próba bycia niewidzialnym.
Mocno generalizuję, ale na pewno spotkaliście się z takimi przypadkami. W dobie mniejszej popularności tej „dyscypliny fitnessu“ unikałbym bufonady w postaci wyproszenia takiego klienta z sali. Każdy uczestnik jest na wagę złota. Dlatego, nawet kosztem opóźnienia zajęć zalecam „ekspresowe intro“ z obsługi roweru. W tego typu sytuacjach osobiście unikam tłumaczenia zasad ustawienia roweru, po prostu skupiam się na jego ustawieniu na podstawie mojej obserwacji. Nie zwalnia mnie to jednak z obowiązku pouczenia o głównych zasadach bezpieczeństwa: zwróceniu uwagi na zasadę działania koła zamachowego oraz hamulca bezpieczeństwa. Absolutne „must know“! Taka „szybka akcja“ to dobry czas by zachęcić do kolejnej wizyty na zajęciach, tym razem parę minut przed, by omówić wszystko na spokojnie.
Obowiązkiem instruktora jest być minimum 10min przed zajęciami. Pozwala to przygotować salę czy chociażby sprzęt muzyczny. W okresie jesiennym zachęcam by być gotowym już 15min przed startem zajęć, a nawet wprowadzić w grafik zajęcia „intro“ dedykowane początkującym. Krótki 15-30minutowy, teoretyczno-praktyczny wstęp w świat indoor cyclingu to znacznie mniej stresu dla nas i klientów. Układ win-win.
W punkcie „obsługa klienta“ na pewno warto wspomnieć o czymś, co na naszych szkoleniach nazywamy „misją instruktora“. Instruktor jest jak nauczyciel – musi wierzyć swojej pasji i być wzorem dla klienta. Wiąże się to z pewnymi ograniczeniami, z którymi nie zawsze łatwo się pogodzić. Mam tu na myśli chociażby fakt, że czasami sytuacja wymaga, że nie jesteśmy w stanie zrealizować zaplanowanego przez nas treningu zgodnie z założeniami. Duża ilość nowych klientów i wiążące się z tym problemy, korekty techniki czy choćby ustawienia roweru zmuszają nas często do przerwania jazdy i pomocy interesantowi. Powinno być to naszym standardem, a nie przykrym obowiązkiem. Pamiętajmy, że w sali jesteśmy dla ludzi, a nie ludzie dla nas. Oczekują tego zarówno sami klubowicze, jak i przede wszystkim managerowie klubu.
Przykład? Wyobraź sobie, że masz za chwilę skoczyć ze spadochronem. Wiesz tylko, że masz opuścić samolot przypięty do instruktora, a on zrobi za Ciebie całą resztę. Nie wiesz nawet, czy jesteście dobrze przypięci bo ten niezbyt zaangażowany jest w swoje obowiązki. Dla niego to tylko kolejny skok. Jakbyście się czuli?To było oczywiste. Wróćmy do punktu pierwszego i drugiego.

Koncepcja zajęć oraz muzyka.

Kieruję się prostą, fundamentalną zasadą: cel, technika, muzyka.
Nie planuję technik jazdy, dopóki nie zaplanuję celu zajęć. Nie układam muzyki, dopóki nie zaplanuję czasu trwania, intensywności i techniki danego odcinka. Dlaczego?
Rower stacjonarny to doskonałe narzędzie treningowe. Jedno z nielicznych, które daje szansę sprawiedliwie ciężkiej (w znaczeniu motywującym) pracy. Choć każdy klient i każdy z nas jest na innym, mierzalnym poziomie wytrenowania, większość nas będzie w stanie wykonać równie efektywny trening, jeśli ten będzie odpowiednio przygotowany i dostosowany do grupy.
O tym w jaki sposób przygotować szczegółową jednostkę nie będę się rozpisywał. Zajmuje nam to na szkoleniach około 10h i nie gwarantuje wyczerpania tematu, a zaledwie zaczerpnięcie podstawowych zasad zweryfikowanych regułami fizjologii organizmu. Dążę jednak do tego, by przypomnieć, że indoor cycling jako jazda na rowerze jest wysiłkiem wytrzymałościowym o bardzo szerokim spektrum cech treningowych, więc warto nie ograniczać się tylko do „intensywnej jazdy w tempie 65rpm“ i krzyczenia “góra-dół, hop i siup!”.
Jako muzyk z wykształcenia do muzyki podczas zajęć przykładam szczególną uwagę. Poza skrupulatnie przygotowaną playlistą „pociętą“ co do sekundy i zmiksowaną tak, by nikt nie zorientował się, że pojawił się nowy utwór, bardzo duży nacisk kładę na warstwę emocjonalną utworu. Każdy utwór ma swój charakter, a na nasze ogólne szczęście i nieszczęście, każdy z nas ma swój gust. Muzyka powinna być dostosowana do ogółu – jako instruktorzy mamy szansę ukierunkować swoje zajęcia pod swój gust muzyczny, ale musimy pamiętać, że wszelkie skrajności w społeczeństwie są zawsze źle postrzegane. Mając to na względzie, może się okazać, że kupujemy naszych klientów choćby tylko ze względu na muzykę i krzyki (mowę niewerbalną), tymczasem nasze zajęcia są kompletnie niemerytoryczne. To jak bieganie sprintów bez rozgrzewki pod wpływem haryzmatycznego trenera. Zdarza się często, ale za jaką cenę?
Może też niestety okazać się, że nasze zajęcia są przygotowane „od linijki“ i w pełnej harmonii z zasadami fizjologii, natomiast nasza muzyka odstrasza nawet korniki w podłodze. To trochę jakby być doktorantem w swojej dziedzinie i mówić głosem niczym syntezator „Iwona“. Nie tędy droga.
Wszystko to sprawia, że zwykły „chłoptaś“ czy też „dziewczę“ od „rowerków“ okazuje się być multizadaniowcem: mówcą, coachem, dj-em, motywatorem i mentorem. Ale kiedy robi to naprawdę dobrze, wraca do sali i jest witany jak król.

Apropos bycia królem… (:
Dbałość o czystość sprzętu: strój, buty, pulsometr.
Są to rzeczy tak oczywiste, że aż wstyd o tym pisać. Ale może warto się przy tej okazji zastanowić nad wyposażeniem swojej rowerowej szafy i postrzeganiem nas przez klientów?
Schludny strój, dobrane skarpetki, buty pod kolor. To wszystko buduje nasz wizerunek, a bardzo często jest pomijane przez instruktorów. Byle koszulka typu t-shirt albo najtańsza potówka z Deca, spodenki wymięte i odbarwione ze zużycia, a buty dziurawe od korzeni po sierpniowym maratonie w górach. No proszę Was…
Pamiętajcie, że klubowicz kupuje oczami. Tymi samymi oczyma buduje także swoje poczucie zaufania, a zaufanie owocuje długą współpracą i dobrą opinią.
A opinia w fitnessie to często klucz do frekwencji.

Za frekwencję dobrze płacą.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *